Aktualności
Umowa społeczna nie fair - niezbędna jej korekta!
Nie wszystkie swoje potrzeby potrafimy/chcemy/umiemy zaspokoić własnoręcznie. W takim przypadku zwracamy się do osób które chcą i potrafią wykonać dla nas takie usługi - fachowców, specjalistów, ekspertów i powierzamy im ich wykonanie. Projekt domu zlecamy architektowi. Dopilnowanie naszych spraw w sądach powierzamy adwokatowi. Naprawę naszego auta powierzamy mechanikowi. Położenie glazury w łazience powierzamy glazurnikowi, etc. Prawa i obowiązki zleceniodawcy oraz usługodawcy reguluje formalna bądź nieformalna umowa cywilnoprawna.
Niezbędnym warunkiem zawarcia uczciwej, sprawiedliwej, umowy jest równowaga umawiających się stron. Niestety we współczesnym Świecie nagminne są sytuacje gdy strona silniejsza np. banki, firmy ubezpieczeniowe, monopoliści etc. redagują umowy korzystne dla nich a następnie zachęcają do ich podpisania potencjalnych klientów, stronę słabszą, ludzi naiwnych, nieprzygotowanych merytoryczne do zrozumienia niuansów prawnych, zapisanych zazwyczaj ?drobnym drukiem?. Takie cechy ma właśnie umowa społeczna zawarta przy/po ?okrągłym stole?. Elity polityczne (usługodawca) przygotowały korzystną dla siebie umowę i naiwnemu narodowi (zleceniodawcy) wmówiły, że jest to najlepsze rozwiązanie z możliwych. Zredukowano w niej do minimum prawo ?zleceniodawcy? do oceny pracy ?usługodawcy? oraz nie dano mu żadnej szansy na renegocjację jej warunków.
Zleceniodawca bez prawa do bieżącej kontroli pracy usługodawcyJan Paweł II 11czerwca 1999 roku wygłosił w Sejmie RP przemówienie w którym określił politykom podstawowy nakaz moralny: ?Służba narodowi musi być zawsze ukierunkowana na dobro wspólne?. Otrzymał brawa na stojąco. Problem w tym, że pojęcie ?dobro wspólne? jest niejednoznaczne i każdy pod tym pojęciem może rozumieć co innego. Każda grupa ma swoje interesy i przekonuje jak potrafi, że jej interesy są najważniejsze, że właśnie one są ?dobrem wspólnym?. Poza tym jesteśmy tak skonstruowani, że mamy do wyboru kilka różnych ?dóbr?. Poza wspólnym mamy dobro naszej małej ojczyzny (gminy, powiatu, regionu etc.), dobro ugrupowania któremu zawdzięczamy swoją karierę, dobro swojej rodziny a także swoje dobra osobiste. Czy w tych warunkach normalny zdrowy polityk może poświęcić się wyłącznie ?dobru wspólnemu? a wszystkie pozostałe ?dobra? zlekceważyć? Pozostawić na potem?
Kto zatem ma określić co jest a co nie jest dobrem wspólnym? Kto ma sprawować bieżącą kontrolę czy politycy pełniący służbę publiczną podejmują decyzje dla dobra wspólnego czy też dla innego dobra? Formalnie wg zapisu naszej Konstytucji suwerenem, który ma takie prawo i obowiązek jesteśmy my, - jak to określił w Kongresie USA w 1989 roku Lech Wałęsa - ?My naród?. Czy tak jest rzeczywiście?
Niestety prawo kontroli poczynań naszych polityków mamy zredukowane do minimum ? raz na cztery lata. Na domiar złego w ?dniu demokracji? nie wyrażamy swojej opinii, które postulaty są naszym zdaniem ?dobrem wspólnym? i które chcemy by były realizowane przez polityków. Kampania wyborcza to nie merytoryczna debata publiczna - co jest, a co nie jest dobrem wspólnym. To rewia popularności ugrupowań politycznych i ich ?wodzów?. Po wyborach przez cztery lata politycy (usługodawcy) są poza jakąkolwiek realną kontrolą suwerena (zleceniodawcy). Łączą się w koalicje - jakie im odpowiadają, ustanawiają prawa - jakie im odpowiadają, podejmują akcje ?pokojowe? - jakie im odpowiadają, zaciągają w naszym imieniu zobowiązania jakie im odpowiadają, etc. My naród, nie mamy żadnej realnej możliwości zawetowania tych poczynań naszych usługodawców, które, naszym zdaniem, nie są naszym dobrem wspólnym!
Zleceniodawca bez prawa do zmiany warunków umowy
Oczywistym, naturalnym prawem obydwu umawiających się stron jest prawo do rozwiązania aktualnie obowiązujących warunków i zaproponowanie zawarcia nowej umowy na zmienionych warunkach. Oczywiste i niezbędne jest takie prawo zleceniodawcy.
?Panta rhei? ? zmienia się jego stan finansowy, jego gusta i upodobania, jest niezadowolony z pracy usługodawcy, zmieniają się jego potrzeby etc. Umowa powinna jasno określać warunki, jakie musi on spełnić, by mógł rozwiązać umowę, bądź wprowadzić jej korektę.
W naszej umowie społecznej my naród takiej możliwości nie mamy. Znamiennym potwierdzeniem tego są bezskuteczne i beznadziejne zabiegi woJOWników. Proponują, proszą, grożą, lobują bezskutecznie od kilku lat. Mają/mieli poparcie 750 tysięcy obywateli dla swojej idei polegającej na niewielkiej korekcie naszej umowy. Zastąpienia określenia ?ordynacja proporcjonalna? wrażeniem ?ordynacja większościowa?.
W naszej umowie społecznej na żadną zmianę polegającą na ograniczeniu uprawnień drugiej strony umowy tzw. elit politycznych - NIE MA NAJMNIEJSZEJ MOŻLIWOŚCI. Zastąpienie ordynacji proporcjonalnej większościową, zlikwidowanie senatu, zmniejszenie liczby posłów i ograniczenie ich przywilejów a przede wszystkim realna bieżąca kontrola ich poczynań są BEZ SZANS.
Helwecka umowa społeczna ? wzór do naśladowaniaWiadomo jaką korektę powinniśmy wprowadzić do naszej umowy społecznej. Dobrą umowę społeczną mają Helweci. Mają w niej dwa zapisy które czynią, że są równoprawnymi partnerami w stosunku do własnych elit politycznych. Są AUTENTYCZNYM SUWERENEM w swojej ojczyźnie.
Pierwszy zapis pozwala im skutecznie kontrolować i ewentualnie wetować poczynania ?politycznych usługodawców? który mówi: ?
Jeśli pod wnioskiem negatywnie oceniającym uchwałę parlamentu podpisze się 50 tysięcy obywateli, to taka uchwała MUSI być poddana ogólnokrajowej ocenie w referendum. Jeśli zwyczajna większość powie uchwale - NIE - to ląduje ona w koszu?.
Drugi zapis ich umowy daje im realne prawo inicjatywy ustawodawczej i zmiany warunków umowy społecznej bez żadnych odpraw i rekompensat dla ?politycznych usługodawców?. Odpowiedni zapis ich umowy mówi:
"Jeśli obywatelski pomysł ustawy poprze swoim podpisem 100 tysięcy obywateli, to taki projekt MUSI być poddany ocenie całego narodu. Jeśli zwyczajna większość biorących udział w takim referendum powie projektowi TAK, to taki projekt JEST NATYCHMIAST prawem obowiązującym." Elity polityczne nie mają żadnej możliwości go zawetować.
***************
Wiadomo CO należy zmienić w naszej umowie społecznej. Problem w tym, że do jej nowelizacji NIEZBĘDNY JEST MASOWY RUCH SPOŁECZNY a nie grupka naiwnych idealistów - a tylu i tacy jesteśmy. Jeśli Tobie również nie odpowiada obecnie obowiązująca umowa społeczna, która traktuje nas (Ciebie) jako ciemniakó,w którym można wcisnąć każdy kit ? przyłącz się do nas. Zgłoś swój akces do naszej inicjatywy obywatelskiej, do naszego Stowarzyszenia Demokracja Bezpośrednia ( PelnaDemokracja@onet.eu ). Sami bez Twojego wsparcia/pomocy jesteśmy bez szans.
Czas na pełną demokrację, archaiczne systemy polityczne do lamusa
Sprawna organizacja i umiejętność przystosowania się istot żywych do warunków otoczenia w naszym świecie - to dla nich być albo nie być. Czy my, mieszkańcy ?globalnej wioski? jesteśmy dobrze zorganizowani i potrafimy przystosować się do szybko zmieniających się warunków? Niestety nie. Naszą ?wioskę? nadmiernie dewastujemy, prowadzimy ciągle mniejsze lub większe wojny. Dzielimy się dostatnim życiem w proporcji 10/90 tzn. 10 procent dysponuje 90 procentami globalnego majątku i żyje w dobrobycie a pozostałe 90 procent mieszkańców ma w swoich rękach pozostałe 10.
Sytuacja w naszej Najjaśniejszej również nie jest dobra. W naszym ?domu? jest tak jak w małżeństwie, które się rozpadło, ale nadal mieszka razem. Rodzice walczą o miłość dzieci kupując im łakocie. Byłego partnera, a obecnie konkurenta, przedstawiają jako potwora, który jest winien całemu złu w ich rodzinie. W dniu demokracji opiekunowie pytają się dzieci: Drogie dzieci kogo kochacie bardziej: mamusię czy tatusia? Z kim chcecie mieszkać? Nasze ?elity polityczne? zamiast debatować o naszych problemach pracy, zdrowia, bezpieczeństwa, ekologii, wychowania etc. a po ustaleniu optymalnej polityki w tych dziedzinach zgodnie współpracować dla jej wdrożenia prowadzą permanentnie medialną wojnę między sobą i lawinowo nas zadłużają. Najwyższa pora to zmienić. Przeanalizujmy znane systemy polityczne i zastosujmy najlepszy.
System polityczny błonkoskrzydłychSpośród wszystkich ziemskich istot wyjątkowo efektywną organizację życia zbiorowego praktykują owady błonkoskrzydłe: mrówki, pszczoły i termity. Są jednymi z najstarszych mieszkańców naszej planety. Żyją tutaj ponad 100 milionów lat. Stosują niezmiennie, wypracowany drogą ewolucji, swoisty system polityczny. Potrafią przystosować się do diametralnie zmieniających się warunków otoczenia. Media np. podały, że w Stanach Zjednoczonych pewien rodzaj mrówki testuje ostatnio sprzęt komputerowy jako ewentualne źródło ich pożywienia (?). Prześledźmy na przykładzie pszczół ich system polityczny. Rój ma jedną królową i ok. 50 tys. robotnic. Królowa wykonuje jedną pracę - po zapłodnieniu znosi jajeczka - kilka tysięcy dziennie. Jej władza jest symboliczna. Robotnice są zakodowane wyłącznie na pracę. Są ?wielozawodowcami?. W zależności od aktualnej potrzeby zajmują się sprzątaniem, pielęgnowaniem larw, budową plastrów, stróżowaniem u wejścia, zbieraniem pokarmu etc. Trutnie z kolei mają jedno zadanie - zapłodnić królową. Zaraz potem a najpóźniej wczesną jesienią bezpardonowo usuwane są z ula jako nieprzydatny balast. Pszczoły nie znają pojęcia ?życie osobiste? - żyją wyłącznie dla spraw publicznych. Analogiczny ?system polityczny? mają mrówki i termity.Z powodu istotnych różnic pomiędzy nami a pszczołami - naszego przekonania, że jesteśmy najmądrzejsi i najważniejsi, naszej potrzeby wolności i niezależności zapisanej w naszych genach nie możemy zastosować systemu politycznego błonkoskrzydłych. Mimo to wielu nawiedzonych dyktatorów próbowało i próbuje również obecnie naśladować ich system polityczny w którym:
?Jednostka niczym, jednostka zerem?. Pewien pozytywny efekt takich prób osiągnęli mieszkańcy dalekiego wschodu ? kraju Kwitnącej Wiśni oraz Państwa Środka.
Plemienny system polityczny
Około miliona lat temu nasi praojcowie zeszli z drzew i stanęli na dwóch nogach. Żyli w niewielkich grupach rodzinnych z ojcem (bądź matką) w roli jednoosobowego szefa. W miarę wzrostu gęstości zaludnienia, wzrostu potrzeb życiowych oraz zagrożenia od konkurujących grup niezbędne stało się łączenie w większe gromady. Ukształtował się system plemienny. Władzę w plemieniu sprawował wódz. ?Awansował? na to stanowisko i sprawował władzę absolutną dzięki sile swoich mięśni i umiejętności zorganizowania drużyny swoich wiernych wojów. System ten sprawdzał się, gdy plemiona liczyły co najwyżej kilkaset tysięcy ?obywateli?.
Gdy nasza wioska liczy aktualnie ponad 6 miliardów mieszkańców a wielkość ?plemion? rozrosła się do kilkudziesięciu (kilkuset) milionów system plemienny nie zdaje egzaminu ? jest nieefektywny. Wódz może skutecznie bezpośrednio władać ograniczoną ilością poddanych. Nie jest w stanie zapanować ani argumentem siły ani swoją charyzmą nad wielomilionowym plemieniem. Zbyt dużo ma konkurentów, którzy zazdroszczą mu władzy i są przekonani, że potrafią lepiej ją dzierżyć i ona im się ?słusznie? należy. Robią wszystko, by go zastąpić. Plemię w takiej sytuacji, zamiast koncentrować się na efektywnej pracy toczy permanentnie wyczerpujące i kosztowne wojny domowe.
Pełna demokracja nadzieją na nasze przetrwanieSystem demokratyczny pojawił się w naszej cywilizacji ok. dwa i pół tysiąca lat temu. Dwieście lat temu stał się modny i dzisiaj jest popularny w tzw. odmianie przedstawicielskiej. Niestety, nie jest to prawdziwa demokracja lecz ucywilizowany system plemienny. Polega na permanentnej, na szczęście nie krwawej lecz medialnej, wojnie domowej. Tworzone przez wodzów swoiste plemiona, zwane elegancko ugrupowaniami politycznymi, walczą między sobą wszelkimi dostępnymi ?argumentami?. Wódz plemienia, szef ugrupowania politycznego, dowodzi swoją drużyną w wojnie z konkurującymi plemionami oraz trzyma dyscyplinę w swojej drużynie. Demokracja przedstawicielska to ?ni pies ni wydra?. Nie jest to realna władza ludu ani nie jest to realna władza wodza
Mało atrakcyjne położenie, brak bogactw naturalnych i trudna komunikacja spowodowały, że pewien niewielki naród zamieszkujący w Alpach pozostał bez ?opieki? jakiegokolwiek wodza. Mieszkańcy tej krainy musieli samodzielnie rozwiązywać problemy swoich wiosek i dolin. Wypróbowali praktycznie i nauczyli się pełnej demokracji w swoich małych ojczyznach. Ponad sto pięćdziesiąt lat temu postanowili zastosować ten system w skali kraju. Od tego czasu rozstrzygają wszystkie istotne dylematy ogólno krajowe drogą referendów.
System się sprawdził. Dzięki niemu odnieśli spektakularny sukces. Stosują wypróbowany w biznesie system zarządzania. Władzę powierzają wybrańcom lecz sami ustalają warunki ich pracy i cały czas patrzą im na ręce. Cztery razy do roku organizują swoiste ?zebrania udziałowców? (organizują referenda ogólnokrajowe) i samodzielnie podejmują wszelkie istotne decyzje, które ?zarząd krajowy? MUSI realizować. Są autentycznym suwerenem i są dumni z tego. Żyją w dobrobycie, nie uczestniczą w żadnych awanturach wojennych, wyjątkowo dbają o środowisko naturalne. Nie mają problemu z bezpieczeństwem, opieką zdrowotną czy szkolnictwem. Nic ich nie może zmusić/skusić do przystąpienia do europejskiego biurokratycznego molocha pomimo, że znajdują się w samym jego centrum.
**************
Z przyczyn obiektywnych i racjonalnych nie powinniśmy dłużej stosować archaicznych systemów organizacji życia zbiorowego. Nie jesteśmy na poziomie owadów błonkoskrzydłych ani na etapie, gdy nasz glob zamieszkiwały co najwyżej kilkutysięczne plemiona, Nie mamy wyboru - albo zastosujemy sprawdzony w biznesie i w Szwajcarii system polityczny - albo doczekamy marnego finału.
Szanowny czytelniku. Jeśli przekonuje Cię mój tok rozumowania nie siedź z założonymi rękami. Nie czekaj na cud. Ażeby zmienić w naszej ojczyźnie demokrację przedstawicielską na bezpośrednią trzeba poparcia ok. dziesięciu milionów poczciwych obywateli. Na razie jest nas kilkunastu i organizujemy się w stowarzyszenie ?Pełna Demokracja?. Dołącz do nas ? zgłoś swój akces na adres:
PelnaDemokracja@onet.eu albo przynajmniej przekonaj trzech swoich znajomych do tej idei.
Czy naszymi wychowawcami muszą być mamona i politycy?
Uczymy się sztuki życia poprzez kontakty z innymi ludźmi lub ich obserwację. Dawniej nasze kontakty były bliższe, nasz świat był mały i nauka życia zamykała się w kręgu naszych najbliższych, naszej wioski bądź ulicy. Dzisiaj naszą ?wioską? stał się cały Świat. Naszym ?oknem? są media. Problem w tym, że współczesne media stwarzają poważne zagrożenie dla naszej cywilizacji. Ich priorytetowym celem nie jest prezentacja budujących postaw, przedstawianie przykładów pozytywnych zachowań, spełnianie misji wychowawczej jak to czyniła wcześniej literatura. Ich podstawowym celem jest maksymalizacja zysku lub ?robienie wody z mózgów? wyborcom. Powinniśmy to zmienić.
O powadze zagrożenia wynikającego ze stawiania ?oglądalności? przed ?moralnością? może świadczyć historia jaka miała miejsce we wrocławskim ZOO. W XIX wieku, w czasie wielkich odkryć geograficznych i kolonizacji, było duże zainteresowanie życiem egzotycznych plemion. Dla zaspokojenia tej ciekawości w 1874 roku zorganizowano pokazy dzikich ludzi. Piszą o tym N. Davies i R. Moorhose w "Mikrokosmosie". Jako pierwszy prezentowano nubijski szczep z Sudanu. Murzynów trzymano w zagrodach, nosili swe zwykłe stroje, mieli zachowywać się naturalnie oraz dawać pokazy plemiennych tańców i obrzędów. Reality show okazał się sukcesem: pokazy trwały do 1914 roku. Pokazywano Aborygenów, sudańskich Dinków, Kałmuków, Asuanów z Gwinei, Futa z Senegalu oraz Beduinów z szejkiem i haremem. Zaszczepienie i utrwalenie w świadomości przeciętnego mieszkańca Breslau informacji o naturalnym podziale ludzi na ucywilizowanych bywalców ZOO i dzikich trzymanych w zagrodach, było niewątpliwie dobrym gruntem dla nazistowskiej teorii ras ludzkich. W demokratycznych wyborach, jesienią 1932 roku, NSDAP w Breslau zdobyła rekordowo wysokie poparcie aż 43,5 procent głosów zwyczajnych Übermenschen. Rekordowy ?sukces wychowawczy? odnosiły media w rękach ministra J. Goebbelsa. Jak wiemy przytłaczająca większość Niemców akceptowała system ?wartości? który propagowały.
Oglądalność = skuteczność reklam i propagandy
Współczesne media biorą przykład z wrocławskiego ZOO i dla przyciągnięcia klientów nagminnie serwują pokazy ?dzikich ludzi?. Najważniejsza dla nich jest oglądalność czy poczytność. Wpływ emisji oraz publikacji na kształtowanie postaw odbiorców ma znaczenie drugorzędne. W informacjach, dla przyciągnięcia ludzi ciekawych niecodziennych wydarzeń, podaje się tragiczne zdarzenia, ekstremalne zachowania ludzi skrajnie zdemoralizowanych lub chorych. Szczególnie demoralizująca jest telewizja. Wynika to z następujących okoliczności:
- telewizji udało się to, czego nigdy nie udało się książkom: trafiła pod wszystkie strzechy; przemawia do ludzkiej wyobraźni dwoma drogami - słuchem i wzrokiem; potrafi przenikać do wyobraźni odbiorcy nie wymagając od niego angażowania szarych komórek;
- nadawcy TV, w konkurencyjnej walce o widzów, prześcigają się w emisji ?ciekawych? audycji. Jest w nich dużo za dużo przemocy, gwałtów, seksu, pochwały konsumpcyjnego stylu życia. Królują w nich audycje niemoralne typu reality show. Jak na lekarstwo emitowane są ambitne filmy i programy zmuszające widzów do zastanowienia się nad swoim postępowaniem, wymagające od nas oceniania przedstawianych postaw życiowych.
O przewidywanym efekcie zaspokajania takiej ciekawości trafnie mówi ludowe powiedzenie: ?Ciekawość to pierwszy stopień do piekła?. Więcej na ten temat pisze Owsianko w felietonie pt.
Niezależność gazet i innych mediów?
Czy tak być powinno? Czy tak być MUSI?
Postawy ludzi kształtują cztery elementy: rodzina, szkoła, kościół oraz tzw. ulica. Efekt wychowawczy jest pozytywny, jeśli dominującą rolę odgrywają trzy pierwsze elementy. Niestety, dzięki wynalazkowi TV i korzystaniu z niego w warunkach dyktatu oglądalności tj. MAMONY czy reklamy POLITYCZNEJ trzy filary dobrego wychowania spychane są na margines. Współczesne media serwują nam uliczne wychowanie.
Kilka lat temu grupa poczciwych obywatelek i obywateli z Przemyśla wystąpiła z inicjatywą ?ucywilizowania? telewizji. Zawiązali
?Stowarzyszenie Dobre Media? . Uzyskali poparcie dla swojej inicjatywy ponad 200 tys. obywateli, również wielu znaczących. Złożyli w Sejmie stosowny projekt ustawy sejmowej. I co? Zgadłeś czytelniku. Od trzech kadencji projekt leży w szufladzie. Jeśli suweren czyli my, poczciwi obywatele, nie będziemy mieć realnego prawa inicjatywy ustawodawczej takiej jaką mają Szwajcarzy
http://www.pelnademokracja.pl/ to nie mamy szans na ucywilizowanie mediów. Ordynacja większościowa z JOW-ami nic w tej sprawie nie pomoże.
Pewien złodziejaszek został przyłapany i postawiony przed sąd. Sędzia pyta: Dlaczego kradłeś? Odpowiedź: W moim otoczeniu wszyscy kradli. Sędzia: Ja się ciebie nie pytam o wszystkich. To nie jest dla mnie żadne usprawiedliwienie. Jeśli za kilkanaście lat połowa naszych wnuków/następców będzie wychowywana przez samotne matki. Jeśli podstawowym językiem będzie łacina. Jeśli najważniejsza w ich Świecie będzie wyłącznie mamona i wszelkiego rodzaju uciechy. To na ich pytanie dlaczego zbudowaliście nam taki Świat co im odpowiemy? Że Internet, że cały Świat tak postępował, że nic nie mogliśmy zrobić?
Druga Szwajcaria albo SZPRYCHA - wyznania poczciwego obywatela RP
W czasie stanu wojennego we Wrocławiu były organizowane w kościołach tzw. ?Dni kultury chrześcijańskiej?. Na jednym z takich spotkań popularna dziennikarka poruszyła problem który nurtował wielu Polaków ? emigrować, czy pomimo braku nadziei na dobre jutro, zostać w kraju. Z jej obserwacji zachowań działaczy Solidarności, którzy w tym okresie emigrowali wynikał jeden wniosek. Jedni z nas noszą w sobie geny ?globalistów? i emigracja dla nich to żaden problem a inni mają w sobie gen ?polactwa? i na emigrantów się nie nadają. Ci drudzy nie powinni emigrować a jeśli to zrobią to są skazani na tęsknotę i nostalgię za Polską do końca życia. Mają moralny nakaz patriotyzmu. Cieszy ich każdy sukces Polski/Polaka i martwi każda jej/ jego porażka.
Moje ?polactwo? kazało mi zastanawiać się dlaczego w naszej ojczyźnie nie ma zgodnej współpracy a ciągle są kłótnie i wojny na górze. Dlaczego skoro jesteśmy samorządni i niezależni to żyjemy ponad stan i na kredyt? Dlaczego nie stosujemy PEŁNEJ DEMOKRACJI a jedynie jej ułamkową odmianę - 1dzień demokracji na 1440 dni dyktatury ?elity politycznej?. Dlaczego nie bierzemy przykładu z Helwetów którzy stosują jej 100 procentową odmianę od ponad 150 lat. Nie boją się, że ?ciemny lud? przeforsuje głupie prawo. Są prawdziwie NIEZALEŻNI i żyją wyjątkowo DOSTATNIO. Mają autentyczne powody i są DUMNI ze swojego systemu politycznego. Swoje refleksje na ten temat od ponad roku publikuję w Internecie m. in.
http://prawica.net/index.php?q=taxonomy/term/178 i próbuję zainteresować braci Polaków szwajcarskim precedensem.
Wraz z grupą skażonych ?polactwem? internautów zafascynowanych helweckim systemem politycznym usiłujemy zainteresować ideą nasze ?elity?. W imieniu tej grupy wysłałem do kilku z nich następującą prośbę/zaproszenie:
?Panie .......
Wiem/jestem przekonany, że jest Pan jednym z nielicznych polityków dla których sprawy publiczne są ważniejsze niż prywatne. Proszę Pana o wsparcie idei www.pelnademokracja.pl i pomoc w ustaleniu strategii doprowadzenia do jej wdrożenia w naszej Ojczyźnie. W imieniu grupy inicjatywnej proszę Pana o odpowiedź na nasz apel. Serdecznie pozdrawiam. Z.G.
Szanowni Rodacy
?Nigdy nie jest tak dobrze by nie mogło być lepiej?, To powiedzenie dobrze motywuje celowość inicjatywy obywatelskiej zmierzającej do zastosowania w naszej ojczyźnie lepszej demokracji. Nasza propozycja to demokracja bezpośrednia. Jej zalet dowodzi sukces Szwajcarów. Problem w tym, że elity polityczne nie są zainteresowane jej zastosowaniem a poczciwi obywatele nie są świadomi jej zalet. Jedyna szansa na jej zastosowanie w skali kraju to praktyczna nauka tego systemu politycznego naszych braci rodaków na poziomie gmin.
W imieniu grupy internatów przekonanych do tej idei organizujących się w stowarzyszenie ?Pełna demokracja naszym celem? prosimy o pomoc w upowszechnieniu tej idei. Zdajemy sobie sprawę, że demokracja narzucona jest ułomna. Demokracji, by była efektywna nie można zadekretować odgórnie. Ten system zdaje egzamin jedynie wtedy, gdy obywatele przetestują ten sposób rozwiązywania problemów społecznych w swoim najbliższym otoczeniu - w swoich wioskach, gminach, dzielnicach. Dojrzałe do zastosowania pełnej demokracji społeczeństwo MUSI być przekonane, że warto interesować się sprawami publicznymi, że ten sposób rozwiązywania ?sporów zbiorowych? jest dobry. Upewni się, że obywatele potrafią z niego korzystać, że warto go stosować. Będziemy wdzięczni Wam za radę/odpowiedź na następujące pytanie:
Co należy zrobić by nasze SAMORZĄDY stały się testem/szkołą demokracji bezpośredniej w naszej ojczyźnie?
Nadesłane propozycje będą poddane publicznej debacie i posłużą do wypracowania strategii naszej działalności. Problem naprawy naszej Ojczyzny to nasz patriotyczny obowiązek. Serdecznie zapraszamy.?
I co? Zgadliście - nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nasze elity z góry traktują poczciwych obywateli i nie odpowiadają na ich ?zaczepki?. No, może gdy obywatel jest nadmiernie uparty to otrzyma odpowiedź: ?Spiep... dziadu!? Czy nasz słynny Marszałek miał 100 procentową rację stwierdzając: ?Dla Polaków można zrobić wiele ? z Polakami nigdy!?. Na wszelki wypadek mam swoje ?wyjście awaryjne?.
W księdze mądrości wschodu w rozdziale ?Jak być szczęśliwym? podano:
Chcesz być szczęśliwym dwie godziny ? napij się wina, tydzień ? zabij wieprzka, miesiąc ? ożeń się, całe życie ? załóż samowystarczalne gospodarstwo ogrodnicze, otocz je wysokim płotem i nie interesuj się tym co się za nim dzieje. Ponieważ z tej listy mogę sobie pozwolić jedynie na dwugodzinne szczęście to kupiłem sobie na targowisku rower. Po obejrzeniu go dokładnie w domu wyczytałem na bagażniku: ?Made in Swizerland?. Jak dotychczas zaliczyłem na nim pierwsze 2000 km . Jest super. Jeździ się omalże bezstresowo pomimo, że we Wrocławiu jest jeszcze niewiele ścieżek rowerowych. Nigdy nie stoi się w korkach i nigdy nie ma problemów z parkowaniem. Jazda rowerem to pełna NIEZALEŻNOŚC a dodatkowo świadomość proekologicznego i prozdrowotnego zachowania.
Jak dowiedziałem się z TV gdzieś w Polsce działa z powodzeniem towarzystwo kolarzy amatorów SZPRYCHA. Jeśli nie starczy mi wytrwałości, jeśli nie znajdzie się polactwo chętne do próby zbudowania w naszej Najjaśniejszej drugiej Szwajcarii to będę cieszył się swoją prywatną Szwajcarią i stanę się wyłącznie zamiejscowym członkiem SZPRYCHY. Drodzy czytelnicy od Was zależy jaka będzie moja jesień życia!
Aktualizacje
- wprowadzono możliwość dodawania komentarzy na stronie "Aktualności"
- zakładka "FAQ" uaktualniona o kilka "najczęściej zadawanych pytań"
- do podstrony "O stowarzyszeniu" dodano projekt statutów Stowarzyszenia
- już działa łatwy do zapamiętania adres: www.pelnademokracja.pl
Start
Powstaje projekt założenia STOWARZYSZENIA na rzecz wprowadzenia demokracji bezpośredniej w Polsce.
Trzech pierwszych niepoprawnych idealistów (Jerzy Wojnar, Zdzisław Gromada i Jordan Cibura) zakłada tę stronę i postanawia zarejestrować stowarzyszenie.
"Tak, ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic. To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle", żeby rozpocząć wielki wielki ruch i założyć
stowarzyszenie propagujące ideę demokracji bezpośredniej.
Poszukujemy podobnych nam zapaleńców :) Brakuje jeszcze tylko 12 osób do szczęśliwej "piętnastki" wymaganej do sformalizowania organizacji.
Archiwa
marzec 2008
kwiecień 2008
maj 2008
czerwiec 2008

Subskrybuj Posty [Atom]